O prawie i biznesie w Państwie Środka – rozmowa z Maciejem Zuziakiem i Pawłem Wowrą

Lotus League: Prawo chińskie staje się coraz popularniejszą specjalizacją wśród młodych prawników. Szkoły prawa chińskiego otwierane są przy kolejnych wydziałach prawa na polskich uczelniach, wielu studentów decyduje się także na studia w Chinach w ramach wymian bilateralnych. Co sprawia, że popularność prawa chińskiego wśród polskich studentów rośnie? Dlaczego również Wy zdecydowaliście się specjalizować w prawie właśnie tego kraju?

PW: Nie da się ukryć, że popularność tzw. kierunku chińskiego dynamicznie rośnie wśród studentów prawa, a także wśród już praktykujących prawników. Coraz więcej kancelarii chwali się rozwijaniem „China desk” oraz współpracą z Państwem Środka. Również na wydziałach prawa polskich uczelni coraz częściej obserwujemy projekty, konferencje, seminaria i koła naukowe poświęcone tematyce prawa i gospodarki Chin. Wydaje się, że zjawisko to jest bezpośrednio związane z ekspansywną polityką Chin na arenie międzynarodowej, która młodym adeptom prawa daje nadzieje, że w przyszłości będą mogli pracować przy wielkich inwestycjach realizowanych przez Chińczyków. Ja zainteresowanie Chinami wyniosłem już z liceum, gdzie fascynowała mnie kultura, a przede wszystkim historia Państwa Środka. Gdy na drugim roku studiów rozpocząłem szukanie swojej niszy, wybrałem wyjazd na studia do Shenyang. Roczny pobyt w Chinach, poznanie języka, ludzi i kultury rozpaliły pasję do tego państwa i sprawiły, że chciałem poznać ten kraj i jego system prawny znacznie głębiej. W efekcie podczas polskich studiów prawniczych, spędziłem więcej czasu w Chinach niż w Polsce.   

MZ: Faktem jest, że w ostatnich latach prawo chińskie ewidentnie staje się coraz popularniejsze – zarówno wśród studentów, jak i badaczy. Pojawia się coraz więcej publikacji, artykułów czy monografii z tego zakresu. Jest to dla mnie naturalne zjawisko, zupełnie zbieżne z rosnącą pozycją Chin na arenie międzynarodowej. Prawo jest zawsze zjawiskiem wtórnym wobec zachodzących zmian – skoro zaś mamy coraz więcej styczności z przedsiębiorstwami chińskimi i ich kapitałem, to też pojawia się grupa prawników wyspecjalizowanych w obsłudze klientów z Chin. Co zaś dotyczy powodów tejże popularności to w moim przypadku chęć znalezienia własnej ścieżki łączyła się z naukową ciekawością – system prawa chińskiego jest niewątpliwie fascynujący z naukowego punktu widzenia. Niezwykła wydaje mi się szczególnie geneza tego systemu – początkowo bowiem wiele aktów prawnych było wzorowanych na kodeksach europejskich, chociażby na Bürgerliches Gesetzbuch – rozdźwięk między normami recypowanymi a lokalnymi obyczajami i prawami spowodował liczne problemy, a także wymusił na podmiotach stosujących prawo niezwykle ciekawą interpretację tychże norm.

LL: Tym, co może odstraszać od zgłębiania chińskich norm prawnych, jest, jak sądzę, język chiński, który powszechnie uznaje się za niezwykle trudny. Czy jego znajomość jest faktycznie niezbędna w pracy prawnika Waszej specjalizacji?

MZ: Jest to wbrew pozorom dość trudne pytanie. Z jednej strony istnieje wiele dużych zbiorów tłumaczeń tekstów normatywnych – część z nich o powszechnym dostępie. Aby więc zapoznawać się z prawem chińskim, niekoniecznie trzeba posługiwać się tymże językiem. Zaznaczam jednak, że to bardzo ostrożne twierdzenie. Należy pamiętać, że język jest zawsze pierwotnym nośnikiem treści normatywnych i bez jego biegłej znajomości trudno prawo zrozumieć, a co dopiero próbować je interpretować. Spór o prawo to również spór o język, dlatego bez dobrej znajomości chociaż podstaw tego języka trudno mówić o jakimkolwiek studiowaniu prawa chińskiego. W mojej opinii nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie – wszystko zależy od tego, co konkretnie chcemy osiągnąć. Jeżeli naszym celem jest zrozumienie pewnych uniwersalnych podstaw kulturowo-prawnych, to brak znajomości chińskiego nie powinien być dużą przeszkodą, może to również stanowić zachętę do pogłębienia swojej wiedzy o tym języku. Dość trudno jednak byłoby analizować teksty normatywne posiłkując się wyłącznie tłumaczeniami, które powinny mieć charakter subsydiarny.

PW: Moim zdaniem znajomość tego języka jest niezwykle przydatna, tak w kontaktach biznesowych, jak i w celach czysto naukowych. Jeżeli chodzi o płaszczyznę naukową – istniejące przekłady chińskich aktów normatywnych są w wielu miejscach wielce niedoskonałe, a jednocześnie bardzo wybrakowane. Umiejętność sięgania do aktów prawnych w ich oryginalnym brzmieniu znacząco rozwija nasze możliwości badania i dogłębnego poznawania systemu prawa chińskiego. W kwestiach biznesowych należy przyznać, że coraz więcej Chińczyków mówi w języku angielskim i bariera językowa jest coraz mniej dotkliwa. Niemniej jednak angielski wciąż nie jest językiem, w którym mówi każdy obywatel Chin. Znajomość języka chińskiego pozwala nam na bezpośredni kontakt z każdym partnerem biznesowym, a ponadto stawia nas w oczach Chińczyków w dużo lepszym świetle, buduje zaufanie i wzajemny szacunek.

LL: Praca prawnika to zazwyczaj praca z klientem. Czy chiński klient różni się od klienta polskiego lub europejskiego?

PW: Moje dotychczasowe doświadczenia pokazują, że klienci chińscy nie różnią się bardzo mocno od klientów rodzimych. Obecnie zajmuję się głównie kwestiami praw własności intelektualnej, w szczególności w zakresie znaków towarowych i wzorów przemysłowych, a także rejestrowaniem spółek kapitałowych. Pierwsza rzecz, o którą niemal zawsze pytają nas chińscy kontrahenci, to „ile będzie to kosztowało?”. Często to właśnie cena jest decydująca przy pierwszym kontakcie. Jednak później warto dbać o udzielanie odpowiedzi na czas, parę porad w ramach „przysługi”, kurtuazje i okazywanie troski o każdą zleconą sprawę. Zdobycie zaufania pozwala nam budować relację biznesową i interpersonalną, która ma duży wpływ na dalszą współpracę.

MZ: Nie chciałbym tutaj stawiać zbyt śmiałych twierdzeń, ale wydaję mi się, że klient chiński, zupełnie zresztą tak samo jak klient singapurski czy brazylijski, będzie zawsze zwracał uwagę głównie na jakość i terminowość usługi, po którą się zwraca do profesjonalisty. Istnieje pewne, nie do końca prawdziwe przeświadczenie, że klienci biznesowi z Chin znacząco odbiegają od tych pochodzących z krajów zachodnich czy południowych i tylko znajomość niuansów kulturowych i rytuałów jest w stanie nas obronić przed tragicznym faux pas. Nie jest to zbyt zbieżne z rzeczywistym stanem rzeczy. Oczywiście znajomość lokalnych zasad i obyczajów jest w stanie pomóc stworzyć pierwsze dobre wrażenie oraz pośrednio wpłynąć na nasz wizerunek. Klient chiński jednak, jak każdy inny kontrahent, przybywa do Europy z konkretnym celem biznesowym, który chciałby zrealizować. Możliwość zrealizowania wspomnianego celu biznesowego stanowić będzie podstawę jego wyborów. Dodatkowo należy zauważyć, że Chińczycy już od wielu lat obecni są na rynku globalnym i zdążyli doskonale przywyknąć do panujących na nim zwyczajów i praktyk. To wszystko sprawia, że z dużą ostrożnością podchodziłbym twierdzeń, iż klient chiński jakoś znacząco odbiega od innych klientów zagranicznych.

LL: Powszechną czynnością prawną, znaną chyba każdemu z nas, nie tylko prawnikom, jest umowa. Czy zasada swobody umów pojmowana jest w prawie chińskim podobnie jak w ustawodawstwach europejskich? Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę przy zawieraniu umowy z chińskim kontrahentem?

MZ: Już pierwsze kodyfikacje chińskie z początku XX wieku mocno nawiązywały do dorobku pandektystyki i kodyfikacji kontynentalnych, dlatego w dość naturalny sposób do prawa chińskiego recypowana została m.in. zasada pacta sunt servanda. Pewne rozbieżności zachodziły w okresie transformacyjnym z uwagi na znaczny wpływ doktryny prawnej państw socjalistycznych. W kształcie dzisiejszym jednak zasada ta znajduje pełne odzwierciedlenie w przepisach obowiązującego prawa i jest pojmowana w bardzo podobny do naszego rozumowania sposób. Często można spotkać się z opinią, że Chińczycy mają praktykę renegocjowania już raz podpisanych umów – jest to częściowo prawda. Dość nieśmiało stwierdziłbym jednak, że powoli nawet ten zwyczaj zaczyna ustępować – każda zmiana umowy to zawsze pewne niebezpieczeństwo i dodatkowy koszt, a same trendy międzynarodowe i nieprzychylność zagranicznych kontrahentów do takich praktyk również nie pozostają bez wpływu na zachowanie przedsiębiorców chińskich. Jeżeli chodzi o aspekty praktyczne, to dość dużym problemem jest język umowy. Praktyki w tej materii są różne, ale kompromisem są często dwa teksty jednakowo obowiązujące – jeden po angielsku, drugi po chińsku. W takim wypadku interpretacja poszczególnych postanowień umownych może się znacząco różnić, zależnie od tego, na jakiej wersji językowej operujemy. To dość powszechny problem i spore pole do działania dla prawników.

PW: Chińska zasada swobody umów jest bardzo podobna do sposobu pojmowania jej w świecie europejskim. W umowie możemy zawrzeć wszystko, co nie naruszy pewnych odgórnie przyjętych zasad prawa chińskiego – te ze względu na panujący ustrój różnią się w pewnym zakresie od zasad przyjętych w krajach demokratycznych. Przy zawieraniu umów z chińskim kontrahentem należy zwrócić uwagę przede wszystkim na takie kwestie jak klauzule prorogacyjne – a więc wybór sądu właściwego do rozpoznania sporów wynikających z umowy. Co prawda, Rzeczpospolita Polska zawarła z Chińską Republiką Ludową umowę o pomocy prawnej w sprawach cywilnych i karnych, która pozwala na wykonywanie wyroków sądów polskich w Chinach. Znam przynajmniej jeden przypadek, gdy orzeczenie sądu polskiego zostało na podstawie tej umowy wykonane. Niemniej jednak w sprawach, w których umowa jest zasadniczo wykonywana w Chinach lub przy umowach zawieranych przy imporcie, warto rozważyć dokonanie zapisu na sąd chiński. W sprawach, w których cała działalność naszego kontrahenta wykonywana jest w Chinach, będzie dużo łatwiej uzyskać tytuł egzekucyjny właśnie tam. Czasy, w których sądy chińskie zawsze stają po stronie „swoich” bezpowrotnie minęły. Chiny są krajem poważnie kandydującym do bycia numerem 1 w światowej gospodarce, są przez to zobowiązane, by dbać o interes zagranicznego biznesu. Na marginesie można jedynie dodać, że koszty obsługi prawnej również mogą być w tym przypadku niższe. Ważne jest także przeanalizowanie treści umowy, gdyż często postanowienia w języku chińskim różnią się od tych w języku angielskim. W pracy na co dzień spotykam się z takimi przypadkami. Chińczycy nie sprawiają jednak problemów i dostosowują umowę według zaleceń.

LL: Znajomość chińskiego prawa wydaje się kluczowa dla prowadzenia działalności gospodarczej w Państwie Środka. Jak wygląda kwestia założenia biznesu w tym kraju przez cudzoziemca od strony prawnej? Czy prawo chińskie jest przyjazne dla zagranicznego inwestora?

PW: Zdaniem wielu prawo to przyjazne nie jest. Moim zdaniem w ostatnich latach poprawiło się wiele, jednak wciąż pozostają kwestie wymagające poprawy. Problemem z pewnością pozostanie przymusowy transfer technologii, szczególnie w branżach znajdujących się na tzw. czarnej liście, która określa branże, do których dostęp dla zagranicznego biznesu jest ograniczony lub zamknięty. Często, by wejść w branżę o ograniczonej dostępności, zagraniczny kontrahent jest zmuszony wnieść do spółki technologię (jako aport), co często kończy się faktyczną utratą praw wyłącznych. Sytuację może zmienić nowe prawo inwestycji zagranicznych, które weszło w życie 1 stycznia br. Cele ustawy są ambitne: zrównanie sytuacji inwestorów zagranicznych i podmiotów krajowych (z zastrzeżeniem „czarnej listy”) oraz załagodzenie problemu przymusowego transferu technologii. Wystarczy choćby wskazać, że ustawa zlikwidowała istniejące wcześniej spółki typu cooperative joint venture, contractual joint venture oraz wholly foreign owned enterprise(WFOE). Od stycznia tego roku obcokrajowcy mogą podejmować i wykonywać działalność w tych samych formach organizacyjno-prawnych co podmioty krajowe. Trzeba te zmiany obserwować, a z oceną wstrzymać się jeszcze jakiś czas.

MZ: Opinie tutaj są dość mocno podzielone. W zeszłym roku USITC (United States International Trade Commission) opublikowała niezwykle rozbudowany raport o dostępności rynku chińskiego, który okazał się bardzo krytyczny dla strony chińskiej. Nie tak dawno podobne zarzuty, lecz używając znacznie łagodniejszego tonu, podnosiła Komisja Europejska. Strona chińska stanowczo reaguje na jakiekolwiek zarzuty dotyczące blokowania rynku lokalnego. W tym celu uchwalono właśnie wspomniane przez Pawła nowe prawo o inwestycjach zagranicznych. Mozaika, jak wynika z opisu, jest dosyć skomplikowana, a z powodu nacisków płynących chociażby z Waszyngtonu w związku z toczącą się wojną handlową zapewne będzie ulegać jeszcze większemu skomplikowaniu. Prawdą jest, że istniały pewne bariery handlowe, które mogły być niekorzystne dla rodzimych przedsiębiorców. Prawdą jest również, że kolejne rundy bilateralnych i multilateralnych negocjacji doprowadziły do znacznej liberalizacji prawa chińskiego. We wrześniu br. doszło do podpisania umowy o ochronie lokalnych oznaczeń geograficznych między Unią Europejską a Chinami.  Rada wyraziła zgodę na rozpoczęcie negocjacji z Chinami w sprawie umowy o oznaczeniach geograficznych 10 września 2010 r. – już to pokazuje, jak żmudny i długotrwały jest proces takich negocjacji. Z perspektywy polskiego przedsiębiorcy regulacje chińskie nie są szczególnie niekorzystne. Mało jest również zagrożeń ekonomicznych wynikających z obowiązującego prawa dla średnich przedsiębiorstw. Spór między Unią Europejską a Chinami dotyczy zazwyczaj własności intelektualnej i tutaj też inwestorzy widzą największe ryzyko. Stopniowo jednak ewentualne punkty sporne podlegają wypracowaniu i miejmy nadzieję, że ta tendencja ulegnie podtrzymaniu.

LL: Chiny od lat są ważnym eksporterem dla Polski. 12,4% produktów importowanych przez Polskę pochodzi z Chin. Do Chin wysyłamy natomiast jedynie nieco ponad 1% eksportowanych produktów (dane GUS 2019). Nasuwa się więc pytanie, jakie są bariery rozwoju polskiego eksportu do Chin.

MZ: Bariery te podzieliłbym na wewnętrzne i zewnętrzne. Wewnętrzne dotyczą wiedzy polskich przedsiębiorców na temat realiów tego rynku oraz możliwości stworzenia struktur eksportowych. Zewnętrzne dotyczą pewnych ograniczeń występujących na rynku chińskim oraz sporych kosztów wejściowych. Problemem jest też wytworzenie produktu, który byłby interesujący dla chińskiego konsumenta. Z pewną ostrożnością można stwierdzić, że na rynku chińskim, jeżeli chodzi o towary importowane, najlepiej sprawdzają się marki rozpoznawalne, w pewnym stopniu niedostępne jak dotąd dla miejscowego klienta. Chociaż powoli się to zmienia, to wciąż marek eksportowych, które spełniałyby te kryteria, jest u nas mało. Wydaje mi się, że jest to najtrudniejsze do rozwiązania zagadnienie dotyczące dylematu nierównego bilansu handlowego.

PW: Wydaje mi się, że główną barierą są fałszywe przeświadczenia i stereotypy o Chińczykach i rynku chińskim, nieznajomość realiów chińskich i możliwości rynkowych oraz obawy przed wyjściem na ten rynek. Jak pokazuje przykład Niemców (jedynego kraju o dodatnim saldzie handlowym z Chinami), można zrobić biznes z Chinami i można ten biznes prowadzić z sukcesem. Zawodzi także rynek usług – mamy bardzo mało specjalistów znających realia, ludzi, język i mogących faktycznie wspomóc przedsiębiorców na rynku chińskim. Wydaje się również, że państwo chińskie nie robi zbyt wiele, by zachęcać polskich przedsiębiorców do eksportu lub inwestycji właśnie w tym kraju. Razem z Maćkiem mamy nadzieję, że będziemy w przyszłości obserwować odwrotną tendencję i będziemy mieć okazję pomagać polskim przedsiębiorcom prowadzić bezpieczny biznes w Państwie Środka. Uważamy, że jest w tym ogromny i wielce niewykorzystany potencjał.

LL: Słowem, warto zgłębiać prawo chińskie…

MZ, PW: Zdecydowanie polecamy!

Rozmawiała: Agata Grochowska, Lotus League

Paweł Wowra – Od ponad 4 lat związany naukowo i zawodowo z Chińską Republiką Ludową, gdzie mieszkał przez 3 lata. Praktykujący prawnik w KBZ Żuradzka i Wspólnicy, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz dwóch chińskich uczelni – Northeastern University of Shenyang oraz Beijing Foreign Studies University. Posługuje się biegle językiem chińskim i angielskim. W codziennej pracy jest odpowiedzialny za rozwój relacji biznesowych z chińskimi kontrahentami i ich obsługę w języku chińskim. 

Maciej Zuziak – Od pierwszych lat studiów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego związany z językiem, kulturą oraz systemem prawnym współczesnych Chin. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywał w organizacjach międzynarodowych, w tym w Stałym Przedstawicielstwie Rzeczypospolitej Polskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku oraz w renomowanych kancelariach prawniczych takich jak DLA Piper. Absolwent Szkoły Prawa i Kultury Chin Uniwersytetu Śląskiego oraz Trade, Investment Development Program of Washington College of Law. Autor artykułów naukowych związanych z Azją Środkową oraz Południowo-Wschodnią publikowanych w takich czasopismach jak Nowa Polityka Wschodnia czy Ius Publicum. Członek Chinese Law Association oraz Przewodniczący Międzywydziałowego Koła Prawa i Kultury Chin.

Artykuł powstał w ramach współpracy z Fundacją Lotus League – inicjatywą powołaną przez absolwentów czołowych uczelni europejskich oraz azjatyckich, której celem jest stworzenie dogodnej przestrzeni do efektywnego współdziałania na płaszczyźnie akademickiej i biznesowej obu regionów. Serdecznie zapraszamy do lektury artykułów, które będą pojawiały na portalu ChinyTech.pl. Więcej o Fundacji Lotus League na stronie www.lotus-league.com